• RSS
Saturday, August 27, 2011 5:58:00 PM
Rate this Content 6 Votes

Za kilka tygodni nowojorczycy obchodzić będą 10 rocznicę napadu islamskich terrorystów na Nowy Jork i na Amerykę. Był to atak nie tylko na nasz kraj, ale właściwie na naszą cywilizację, którą radykalny Islam otwarcie pragnie unicestwić. To nie jest opinia, to jest udokumentowany fakt.

Dla spragnionych muzyki owe obchody staną się źródłem wielu fascynujących wydarzeń muzycznych. Wśród nich najważniejszym chyba będzie koncert zorganizowany przez Filharmonię Nowojorską, w programie którego zaoferowane zostanie Symfonia No.2 tzw. „Zmartwychwstanie”(Resurrection) Gustawa Mahlera.. Innym ważnym muzycznym aspektem tej rocznicy będzie występ znakomitego Bach Choir of  Betlehem(Pennsylvania) jako część obchodów planowanych przez Trinity Chuch, na dole miasta, kościoła znajdującego się zaledwie o kilka ulic od dawnego World Trade Center. W innych częściach Manhattanu odbędą się muzyczne maratony organizowane przez kompozytorów, którzy byli świadkami wspomnianych „wydarzeń”. Do szczegółów owych muzycznych obchodów, upamiętniających te tragiczne wydarzenia powrócę za moment. Tymczasem chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami, które nie pozwalają mi na okazanie całego entuzjazmu, jakim powinienem darzyć wszystkie te cenne inicjatywy.

Smuci mnie niezmiernie, iż pośród informacji prasowych, które od kilku tygodni lądują na moim komputerze dominuje dziś wymijający, kręty język, który przypomina mi czasy komunistycznej cenzury. Wszechobecna dziś w mediach  polityczna poprawność nie dopuszcza do powiedzenia wprost jaka jest prawdziwa przyczyna tych wszystkich obchodów. Dowiadujemy się o wieżach World Trade Center, które upadły, o ofiarach, o samolotach, które rozbiły się uderzając w Pentagon, albo w pola w Pensylwanii. Nikt nie pragnie dopowiedzieć do końca co spowodowało te niepowetowane  straty w ludziach, czy na długie miesiące uderzyło w amerykańską ekonomię.

Chodzi tu o dwa słowa „terrorystyczny atak”, słowa, które nasza obecna administracja za przyzwoleniem, jeśli nie wręcz na polecenie obecnego Prezydenta wykreśliła ze słownictwa i których za wszelką cenę stara się więcej nie używać. Nie chce mi się wierzyć, że uczucie patriotyzmu, uczucie odwagi w nazywaniu rzeczy, czyli ataków, po imieniu więcej nie istnieje? Czy polityczna poprawność rzeczywiście aż do tego stopnia zdominowała nasze myślenie i nasz publiczny język? W informacjach wysyłanych z biur parowych Filharmonii Nowojorskiej i innych organizacji czytam o „uzdrowieniu”, o tym jak te „wydarzenia” wpłynęły na życie naszego miasta i naszego kraju. W żadnej z nadesłanych informacji nie znalazłem słowa o tym, kto ową napaść spowodował. Ot, stało się.

Uważałem za swoje zadanie aby spytać o to osoby, które nadsyłają mi owe informacje. Jedna była uczciwa i odpowiedziała, iż uważałaby za stosowne, aby wspomnieć, że istotnie przyczyną tych wszystkich obchodów były ataki islamskich terrorystów, ale tych słów nie używali jej klienci, a więc i ona nie może ich wstawiać do rozsyłanego tekstu czyli „press release”. Druga osoba bardzo uprzejmie odpowiedziała, że ten dzień ma wielce zróżnicowane i zniuansowane znaczenia dla różnych artystów na Manhattanie i na świecie, oraz że dana grupa muzyków, którą to biuro prasowe reprezentuje, jest całkowicie apolityczna i że w tej sytuacji polityczna poprawność nie była nawet brana pod uwagę. Obawiam się, że nie mogę się podpisać pod tego rodzaju logiką( lub bardziej: jej brakiem). Nie muszę chyba nadmieniać, że najważniejsza z tych instytucji Filharmonia Nowojorska moją prośbę o wyjaśnienie zignorowała.

Napad na Amerykę, swego rodzaju wypowiedzenie wojny naszej przybranej ojczyźnie i naszej cywilizacji było aktem nie tylko terrorystycznym, ale o historycznym wymiarze i jako takim ściśle związanym z polityką. Odłączyć się tych idei od siebie nie da. Faktem jest iż Secretary of Homeland Security(minister bezpieczeństwa narodowego) Janet Napolitano, oraz jej boss w Białym Domu chcą za wszelką cenę nie dopuścić do obrażenia uczuć muzułmanów, których radykalną frakcja za te ataki na Amerykę była i jest odpowiedzialna. Jestem pewny, że gdyby wśród ofiar Word Trade Center, albo Pentagonu, albo pasażerów samolotu, który roztrzaskał się na polu w Pensylwanii był mój mąż czy żona, ojciec czy matka, brat czy siostra, narzeczony czy przyjaciel,  JA pragnąłbym przypomnieć światu, że nie stało się to w wyniku jakiegoś pechowego zboczenia samolotu ze szlaku, ani usterek w konstrukcji 100-piętrwej budowli.

Jak wspomniałem, w moim mniemaniu przypomnienie od czasu do czasu społeczeństwu, kto był sprawcą tych haniebnych wydarzeń 9/11 było by nie tylko obowiązkiem wypełnienia informacyjnej luki, ale dowodem patriotyzmu i odwagi: odwagi, aby przeciwstawić się niewiarygodnie naiwnym( nie chcę używać bardziej obraźliwych określeń) dyrektywom pochodzącym z Białego Domu. Argumentem, że i tak wszyscy o tym wiedzą nie dam się zbyt łatwo przekonać. Nawet w Polsce, która posiada dziś dobre stosunki ze swoim sąsiadem za Odrą, przypominając rocznicę wrześniową nie mówi się o kilkuletnim „konflikcie pomiędzy Polską a Niemcami”. Większość społeczeństwa chyba zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy Niemcy byli hitlerowcami; przypadkowo jednak niemal wszyscy hitlerowcy byli Niemcami. Tak samo nasza administracja, która dyktuje dzisiejszy język politycznej poprawności powinna przyjąć do wiadomości również oczywisty fakt, że chociaż nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, to większość terrorystycznych ataków popełniona została w ciągu ostatnich dekad przez wyznawców tej „religii pokoju”. Udawanie, że winę za „wydarzenia 9/11” właściwie nie ponosi nikt, jest absurdem i chowaniem głowy w piasek. Obawa przed dalszymi reperkusjami przez „urażonych” prawdą w oczy fanatyków jak dobrze wiemy do niczego nie doprowadzi i pokazuje jedynie amerykańską uległość.

Absolutnie się zgadzam z pragnieniem idealistów, że z pamięcią, którą okażemy tego wrześniowego dnia ofiarom „wypadków 9/11”  nadszedł również czas na „uleczenie ran” i na „odbudowę wiary”, ale nie kosztem zapomnienia na siłę, że ktoś za tymi atakami stał.

Tak więc na retoryczne zapytanie postawione w tytule moich refleksji, wydaje mi się iż odpowiedź powinna być jednoznaczna: NIE.

Gorąco jednak polecam czytelnikom wybranie się 10.IX o 7:30PM do Lincoln Center, gdzie na ogromnym ekranie będą w stanie zobaczyć koncertowe wykonanie Symfonii No.2 Mahlera przez Filharmonię Nowojorską pod batutą Alana Gilberta, New York Choral Artist i przy udziale dwóch wspaniałych solistek (Dorothea Röschman, sopran  i Michelle De Young,mezuzo-sopran). Radiowa transmisja z tego koncertu dostępna będzie na WQXR 105.9 FM tego samego wieczora. Co więcej: następnego dnia,11.IX o 9 wieczorem to samo wykonanie można będzie zobaczyć w telewizyjnej transmisji na PBS Chanel 13/WNET, na webcast Filharmonii Nowojorskiej WWW.nyphil.org i przez radio na WNYC 93.9 FM.

Dwa dni wcześniej 9.IX warto będzie wybrać się na dolny Manhattan do Trinity Chuch aby posłuchać koncertów prezentowanych przez ten kościół. Koncerty różnorodnym repertuarem(Bach, Brahms, Faure(Requiem) i Bernstein odbędą się w tamten piątek  w południe,5:00PM i 8:30PM.

Roman Markowicz

 

 

Comments are closed on this post.