 <?xml-stylesheet type="text/css" href="http://www.polonia360.com/Data/style/rss1.css" ?> <?xml-stylesheet type="text/xsl" href="http://www.polonia360.com/Data/style/rss1.xsl" ?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>Jaszczurka blog</title>
    <link>http://www.polonia360.com/jaszczurka.aspx</link>
    <description />
    <docs>http://www.rssboard.org/rss-specification</docs>
    <generator>mojoPortal Blog Module</generator>
    <ttl>120</ttl>
    <item>
      <title>My, dzieci tamtych rodziców.</title>
      <description><![CDATA[<strong>Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka&mdash;właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w spos&oacute;b, kt&oacute;ry psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. <br />
</strong><br />
<img alt="" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/13/tolek.jpg" style="width: 540px; height: 338px;" /><br />
<br />
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:<br />
<br />
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gw&oacute;źdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).<br />
<br />
Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy op&oacute;źnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zer&oacute;wki.<br />
<br />
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.<br />
<br />
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.<br />
<br />
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na kt&oacute;re wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wr&oacute;cimy. Oczywiście na czas. Powr&oacute;t po bajce był nagradzany paskiem.<br />
<br />
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo&mdash;jak zwykle.<br />
<br />
Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstaw&oacute;wce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.<br />
<br />
Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.<br />
<br />
Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.<br />
<br />
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.<br />
<br />
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodzic&oacute;w. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.<br />
<br />
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.<br />
<br />
W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.<br />
<br />
Pies łaził z nami&mdash;bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.<br />
<br />
Raz uwiązaliśmy psa na &bdquo;sznurku od presy&rdquo; i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwr&oacute;ciliśmy wolność psu, na zawsze.<br />
<br />
Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.<br />
<br />
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub &bdquo;tam&rdquo; nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.<br />
<br />
Stara sąsiadka, kt&oacute;rą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, m&oacute;wić dzień dobry i nosić za nią zakupy.<br />
<br />
Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy m&oacute;wić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.<br />
<br />
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.<br />
<br />
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.<br />
<br />
Do szkoły chodziliśmy p&oacute;łtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometr&oacute;w.<br />
<br />
Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samoch&oacute;d, bo będzie łomot.<br />
<br />
Wsp&oacute;łczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My r&oacute;wnież.<br />
<br />
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.<br />
<br />
Gotowaliśmy sobie obiady z deszcz&oacute;wki, piasku, trawy i sarnich bobk&oacute;w. Czasami pr&oacute;bowaliśmy to jeść.<br />
<br />
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.<br />
<br />
Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.<br />
<br />
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.<br />
<br />
Nikt nam nie m&oacute;wił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.<br />
<br />
Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie&mdash;bez beczenia i wycierania ust rękawem.<br />
<br />
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.<br />
<br />
Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.<br />
<br />
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.<br />
<br />
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawc&oacute;w.<br />
<br />
<br />
Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zaw&oacute;d. Niekt&oacute;rzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psycholog&oacute;w. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.<br />
<br />
My, dzieci z naszego podw&oacute;rka, kochamy rodzic&oacute;w za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psycholog&oacute;w, znudzonych opiekunek, żłobk&oacute;w, zamkniętych plac&oacute;w zabaw i lekcji baletu.<br />
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!<br />
<br />
Jaszczurka<br /><br /><a href='http://www.polonia360.com/my-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/my-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=My%2c+dzieci+tamtych+rodzic%c3%b3w.+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fmy-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fmy-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/my-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/my-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/my-dzieci-tamtych-rodzicow.aspx</guid>
      <pubDate>Thu, 02 May 2013 09:27:00 GMT</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Asertywność po polsku</title>
      <description><![CDATA[<div id="articleContent" class="articleContent" style="font-family: arial, sans-serif; font-size: 14px; color: #000000;">
<p><strong>Śliczna pani stoi przede mną w kolejce do kasy, w jednym z supermarket&oacute;w&nbsp; gigant&oacute;w.&nbsp; Jednym z tych,&nbsp; w kt&oacute;rych zakupy robi się szybko, łatwo, przyjemnie i&nbsp; TANIO (tak przynajmniej to wygląda w reklamie telewizyjnej). Śliczna pani jest zniecierpliwiona,&nbsp; bardzo widocznie chce się wypowiedzieć w jakiejś sprawie, coś skomentować, komuś się wyżalić, ale jest kulturalna, więc cierpliwie czeka na swoją kolej.<br />
</strong><br />
<img alt="" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/Art4/labedzie.jpg" style="width: 300px; height: 203px;" /><br />
<br />
&nbsp;Kasjerka &nbsp;właśnie skończyła się rozliczać z poprzedzającym ją w kolejce klientem, zatem wedle reguły panującej w większości supermarket&oacute;w, m&oacute;wi&nbsp; dzień dobry ślicznej pani i zabiera się&nbsp; za kasowanie produkt&oacute;w. Śliczna pani na to właśnie czekała, &nbsp;w końcu dostała prawo wypowiedzenia się, bo w tej chwili była najważniejszym klientem ekspedientki, gdyż była klientem aktualnie kasowanym!!! (c&oacute;ż za przywilej).&nbsp; &bdquo;Przepraszam&rdquo; -&nbsp; m&oacute;wi&nbsp; - &bdquo;Proszę panią, w dziale z&nbsp; chemią butelka z płynem do mycia naczyń była otwarta i gdy pr&oacute;bowałam ją włożyć do koszyka poplamiłam sobie płaszcz.&rdquo; Kasjerka odpowiada: &bdquo; Proszę iść do działu obsługi klienta i tam to zgłosić&rdquo;. &bdquo;Zawsze gdy tutaj przychodzę coś na mnie spada, albo ma inną cenę niż jest to podane na opakowaniu, to skandal&nbsp;" - odpowiada śliczna pani, ładując resztę zakup&oacute;w do metalowego w&oacute;zka i łypiąc złym okiem na kasjerkę, kt&oacute;ra nie okazała wyrozumiałości jej problemom i dalej tępo kasowała produkty.&nbsp; Śliczna pani zapłaciła, obr&oacute;ciła się na pięcie i z w&oacute;zkiem pełnym produkt&oacute;w, z supermarketu w kt&oacute;rym zawsze coś jest nie tak, pognała do drzwi, nawet nie spojrzawszy na punkt obsługi klienta.</p>
<p>Siedzę znudzona na ławce w parku. Nieopodal na polance bawi się młodzieniaszek ze swoim psem. Zabawa przenosi się w pobliże mojej ławki, na kt&oacute;rej siedzi r&oacute;wnież starsza, miła pani czytająca czasopismo. Pies zaciekawiony szelestem kartek podchodzi bliżej i obwąchuje buty starszej pani. Starsza pani wzdrygnęła się i m&oacute;wi do młodzieniaszka: &bdquo; Młodzieńcze proszę wziąć tego psa na smycz, tutaj biegają dzieci, jeszcze kt&oacute;remuś krzywdę zrobi&rdquo; na co młodzieniaszek odpowiada &bdquo; Przepraszam panią, ale plac zabaw jest po drugiej stronie parku, dlatego tutaj przychodzę ze swoim psem. Dzieci w pobliżu r&oacute;wnież nie widzę, a pies jest spokojny.&rdquo;&nbsp; &bdquo;Dobra, dobra... m&oacute;wi starsza pani, już ja w telewizorze widziałam co te łagodne psy mogą zrobić człowiekowi&rdquo;. &nbsp;Młodzieniaszek machnął ręką, przeprosił starszą panią, wziął psa na smycz i odszedł.&nbsp; Po kilku minutach starsza pani schowała czasopismo do swej opasłej torebki, nałożyła beret i ruszyła ścieżką w kierunku placu zabaw. Posiedziałam jeszcze chwilę i udałam się w tym samym kierunku, gdyż robiło się chłodno i czas&nbsp;nadszedł by&nbsp;wr&oacute;cić do domu.&nbsp; Na placu zabaw dzieci już nie było, gdyż słońce chyliło się ku zachodowi. Siedziało natomiast&nbsp;&nbsp;&nbsp;dw&oacute;ch 40 letnich mężczyzn w jego pobliżu, popijających&nbsp; piwo i palących papierosy.&nbsp; Jeden z nich właśnie skończył palić i wrzucił peta do piaskownicy, drugi w tym samym kierunku rzucił butelkę, kt&oacute;ra rozbiła się o pobliską huśtawkę.&nbsp; Starsza pani, kt&oacute;rą akurat w tym momencie dogoniłam (chodzę znacznie szybciej od staruszek),&nbsp; wzdrygnęła się na dźwięk tłuczonego szkła, rzuciła wzrokiem w kierunku obu pan&oacute;w, po czym najspokojniej w świecie ruszyła dalej .</p>
<p>Kt&oacute;regoś letniego popołudnia, wybrałam się nad pobliskie jezioro w celach rekreacyjnych.&nbsp; Gdy znalazłam miejsce na niewielkiej lecz zatłoczonej plaży zabrałam się za lekturę. W wodzie bawiło się kilkoro dzieci, kilka metr&oacute;w ode mnie leżakowała rodzinka składająca się z mamy, taty i pociechy. &nbsp;Pomiędzy nami, &nbsp;na spr&oacute;chniałym pniu, siedziało dw&oacute;ch nastolatk&oacute;w płci męskiej, w wieku już reprodukcyjnym, jak można było wywnioskować z głośno prowadzonej rozmowy, w kt&oacute;rej za znaki przystankowe służyły r&oacute;żne niecenzuralne słowa. Mama co jakiś czas zerkała w stronę młodzieży i&nbsp; biła się z widocznie męczącymi ją &nbsp;myślami. Po około piętnastu minutach tego zerkania i zaciskania swych drobnych piąstek, mama nie wytrzymała i krzyknęła w stronę dyskutującej młodzieży: &bdquo;Chłopcy , nie życzę sobie, żebyście rzucali mięsem w obecności mojego dziecka. To jest plaża publiczna i pewne zasady tutaj obowiązują!&rdquo;.&nbsp; Tato, kt&oacute;ry poczuł się w obowiązku&nbsp; poprzeć swoją małżonkę, wrzasnął na całe gardło : &bdquo; I żebym was więcej kur&hellip; nie słyszał&rdquo;.&nbsp; Dziecko natomiast siedziało na kocyku tuż przy rodzicach.</p>
<p>Tak wygląda asertywnosc&nbsp;po polsku.&nbsp; Wykł&oacute;camy się o swoje tam gdzie najłatwiej, zwracamy uwagę tym, kt&oacute;rzy nam w żaden spos&oacute;b nie zagrażają. Kasjerka w supermarkecie musi nas wysłuchać, bo jej za to płacą.&nbsp; Chłopiec na spacerze z psem, ze względu na szacunek dla starszych, ścierpi uwagę staruszki. Matka z dzieckiem , za deprawowanie swojej pociechy, będzie winiła młodzież, &nbsp;a nie swojego męża.&nbsp; Nie jestem przeciwnikiem reagowania, gdy jest to konieczne, ale bądźmy uczciwi względem siebie i otaczających nas ludzi. Jeśli boimy się zwr&oacute;cić uwagę mężowi na to, że zachowuje się nietaktownie, to nie zwracajmy uwagi obcym. Jeśli nie zwracamy uwagi panience w mercedesie, że zajęła nam miejsce parkingowe, to odpuśćmy r&oacute;wnież studentowi w maluchu. Albo walczysz o swoje w każdej sytuacji albo, jeśli nie masz odwagi ,nie walcz nigdzie. Nie kopmy tych, kt&oacute;rzy ze względu na sytuację życiową lub mniej agresywny temperament pozwalają się kopać częściej.&nbsp; Zwracajmy uwagę, ale tym, kt&oacute;rzy naprawdę na to zasługują, a nie tym, dzięki kt&oacute;rym możemy poczuć się asertywni i pewni siebie. Walcz z przeciwnikiem r&oacute;wnym lub lepszym od siebie!!!! Bądź inny! Bądź sprawiedliwy, bądź odważny, bądź kulturalny, bądź asertywny, bądź uczciwy&hellip;</p>
</div>
<span style="font-size: 12px; font-family: 'helvetica neue', helvetica, arial, sans-serif; color: #000000;"><br />
Jaszczurka <br />
<br />
</span><br /><a href='http://www.polonia360.com/asertywnosc-po-polsku.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/asertywnosc-po-polsku.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=Asertywno%c5%9b%c4%87+po+polsku+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fasertywnosc-po-polsku.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fasertywnosc-po-polsku.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/asertywnosc-po-polsku.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/asertywnosc-po-polsku.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/asertywnosc-po-polsku.aspx</guid>
      <pubDate>Sat, 19 Jan 2013 22:43:00 GMT</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Uzależnieni od własnych fantazji.</title>
      <description><![CDATA[<strong>Obywatel wysoce ucywilizowanego  społeczeństwa zachodniego, chętnie uzależnia od wszystkiego: od jedzenia,  lekarstw, papieros&oacute;w, kawy, narkotyk&oacute;w, r&oacute;wnież od kłamstwa.  W 1905 powstało, specjalnie dla tych ostatnich, pojęcie mitomani lub pseudologii  fantastica, zdefiniowane przez niejakiego  Drupiego. Według tejże definicji , mitomania to patologiczna skłonności do kłamania, mijania się z prawdą i opowiadania nieprawdziwych historii, przedstawiających najczęściej opowiadającego w korzystnym świetle. Pseudologia r&oacute;żni się tym od zwykłego kłamstwa, że osoba opowiadająca, sama nie jest w stanie oddzielić prawdy od własnej fantazji. Zaletą tego stanu jest to, że żaden wykrywacz kłamstw w starciu z mitomanem nie wygra, więc w świecie przestępczym mitomania pomaga w rzemiośle.<br />
</strong><br />
<img alt="" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/13/pinokio_by_Trafial.jpg" style="width: 540px; height: 421px;" /><br />
<br />
Mitomania występująca u małych dzieci nie jest groźna, wiąże się ona z wybujałą jeszcze w tym wieku fantazją i chęcią przeżywania tego, co zobaczyły w bajkach. P&oacute;źniej, w wieku nastoletnim,  po prostu wyrastają z fantazjowania. Gdy przypadłość ta pojawia się u dzieci starszych i  ludzi dorosłych należy zacząć się bać!  Pseudologia może powstać w wyniku przebytych chor&oacute;b organicznych m&oacute;zgu, lecz najczęściej jest ona wynikiem pewnych predyspozycji umysłowych i odpowiednich wzorc&oacute;w wyniesionych z domu rodzinnego lub środowiska.<br />
<br />
Patologiczna skłonność do kłamstwa zdaje się pojawiać coraz częściej  w  krajach wysoce cywilizowanych. Z drugiej strony, w tych mniej cywilizowanych, nikt takimi problemami się nie zajmuje, bo  naukowc&oacute;w jest mniej, a innych, bardziej palących problem&oacute;w więcej. Często gęsto mitomania idzie w parze wraz z innymi chorobami układu nerwowego jak: depresje, ADHD, nerwice, czy histerie. Wydawać się może , że mitomania nie jest chorobą groźną, dla samego chorego, ale na pewno denerwującą dla tych, kt&oacute;rzy z mitomanem przebywają na co dzień.<br />
<br />
Jak rozpoznać mitomana?<br />
<br />
1)      Mitoman przeżywa to co my, tylko w ciekawszej wersji,  posiada duże zdolności konwersacyjne, dzięki temu łatwo nawiązuje kontakty;<br />
<br />
2)      Lubi znajdować się w centrum uwagi i opowiadać historie dotyczące jego osoby, uwidacznia się u niego silnie zakorzeniony egocentryzm - co zabawne &ndash; często powiązany z niską samooceną;<br />
<br />
3)      Sprawia wrażenie człowieka, kt&oacute;ry wiele przeszedł, bo  po każdej opowiedzianej przez nas historii, kiwa ze zrozumieniem głową i opowiada o swojej przygodzie tyle, że jego jest zawsze barwniejsza i bardziej dramatyczna;<br />
<br />
4)      Kłamie nie tylko wtedy gdy upraszcza to jego sytuację życiową, uprawia r&oacute;wnież kłamstwo dla kłamstwa i dodam, że często robi to pięknie;<br />
<br />
5)      Bardzo często mitoman nie pamięta wszystkich swoich kłamstw lecz gdy pr&oacute;bujesz go zdemaskować jest on szczerze oburzony tym, że mu nie wierzysz (przecież on sam wierzy w to co m&oacute;wi, więc  dlaczego TY nie potrafisz?);<br />
<br />
6)      Na mitomanię statystycznie częściej cierpią kobiety niż mężczyźni;<br />
<br />
7)      Matka i/ lub ojciec obdarzonego tą przykrą przypadłością byli chronicznymi krętaczami, a w domu rodzinnym nie wymagano od siebie nawzajem prawdom&oacute;wności.<br />
<br />
Jeden z moich bliskich znajomych jest mitomanem (niezdiagnozowanym przez prawdziwego lekarza lecz szczęśliwie zdiagnozowanym przeze mnie!!!). Bardzo długo wierzyłam w prawdziwość historii, kt&oacute;re mi opowiadał, lecz z  kłamstwem jest tak, że gdy już kogoś na nim złapiesz, zaczynasz sprawdzać wszystko to, co dana osoba m&oacute;wi i coraz trudniej cię nabrać. Nasze spotkania stawały się coraz rzadsze, bo źle się czułam wiedząc, że jestem nabijana w butelkę, natomiast żadne pr&oacute;by perswazji i demaskowania kłamstw nie skutkowały. Dzisiaj, gdy przez przypadek wpadniemy na siebie, wysłuchuję   niestworzonych historii o jego osiągnięciach, pięciu mercedesach i zerwanych zaręczynach, zastanawiając się czy coś z tego co m&oacute;wi jest prawdą. Na szczęście niewiele już mnie to obchodzi.<br />
<br />
O tym, jak na tą przypadłość reagują  najbliżsi  mitomana, możemy przeczytać na forach internetowych, gdzie znajdziemy mn&oacute;stwo post&oacute;w,  os&oacute;b  proszących o pomoc r&oacute;żnych psycholog&oacute;w i terapeut&oacute;w. Problem w tym, że z mitomanem jest tak jak z alkoholikiem, czyli ON problemu nie  widzi, a wszyscy według niego, wyolbrzymiają jego jedno, malutkie przejęzyczenie.  Jedna z forumowiczek napisała, że narzeczony, kt&oacute;rego bardzo kocha,  zapewnia ją o tym iż chodzi się leczyć do psychologa, ale czy robi to faktycznie? Przecież jest mitomanem -może kłamać.<br />
<br />
Z moich obserwacji wynika, że mitomania częściej rozbija związki niż alkohol, bo jak uwierzyć notorycznemu kłamcy gdy m&oacute;wi - kocham?<br />
<br />
Bibliografia:<br />
<br />
<ul>
    <li>Ekman P., Kłamstwo i jego wykrywanie w biznesie, polityce, małżeństwie. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997;</li>
    <li>Witkowski T. Kłamcy patologiczni. Niebieska Linia, nr 5 / 2003;</li>
    <li>http://www.psychologia.edu.pl&nbsp;</li>
</ul>
<br />
Jaszczurka<br /><a href='http://www.polonia360.com/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=Uzale%c5%bcnieni+od+w%c5%82asnych+fantazji.+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fuzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fuzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji.aspx</guid>
      <pubDate>Wed, 14 Mar 2012 10:19:00 GMT</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Prostytucja. Od sacrum do profanum.</title>
      <description><![CDATA[<strong>Dlaczego obecnie zar&oacute;wno bycie prostytutką jak i korzystanie z jej usług stało się sprawą wstydliwą, o kt&oacute;rej nie m&oacute;wi się głośno? Czy zawsze tak było?</strong><br />
<br />
<img alt="" style="width: 540px; height: 363px;" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/13/Manet_Edouard-Olympia_1863_l.jpg" /><br />
<br />
W bliskowschodniej Chaldei istniały dwa odłamy prostytucji: gościnna i sakralna.  Gościnna polegała na tym, że gospodarz oddawał do dyspozycji gościa wszystko, co posiadał najlepszego, r&oacute;wnież żonę. Do dzisiaj, ten rodzaj &bdquo;nierządu&rdquo; występuje w pewnych plemionach indiańskich, o czym można przeczytać w książkach podr&oacute;żniczych Wojciecha Cejrowskiego. Sakralna prostytucja natomiast polegała na tym, że aby spełnić duchowy obowiązek względem b&oacute;stw, kobieta była zobligowana do  oddania przynajmniej raz w życiu, swego ciała przypadkowemu mężczyźnie. Uzyskane z tego tytułu datki zadowolonych pan&oacute;w były ofiarowane bogini.<br />
<br />
Prostytucja sakralna znana była także w starożytnych Indiach, gdzie przy świątyniach hinduskich praktykowały ją dewadasi - tancerki świątynne, zwane z języka portugalskiego bajaderami. Bajadery mieszkały blisko świątyni, gdyż brały udział w codziennych rytuałach świątynnych i w świętach hinduistycznych. Ich taniec był postrzegany jako forma daru składanego b&oacute;stwu. Dewadasi oficjalnie  uważana była za małżonkę boga Wisznu - Lakszmi i otaczano ją dużym szacunkiem.<br />
<br />
Gejsze i ojrany w Japonii miały prawo do szacunku i pracowały zupełnie legalnie. Słowo gejsza składa się z dw&oacute;ch wyraz&oacute;w gei (sztuka) i sha (człowiek) i oznacza osobę zajmującą się sztuką &ndash; artystę. Słowo gejsza zaś nie kojarzyło się z niczym zdrożnym, a one same należało do warstwy najlepiej wykształconych kobiet w kraju kwitnącej wiśni, a tylko niekt&oacute;re z nich dodatkowo uprawiały sztukę miłości.  Gejsza nie zawsze oznaczała prostytutkę, aczkolwiek bycie gejszą nie wykluczało prostytucji.Żony w dawnej Japonii nie miały nic przeciwko wizytom ich męż&oacute;w w domach publicznych. Tak pojęta prostytucja była aprobowana kulturowo.<br />
<br />
Żeby nie szukać prostytucji  tylko w kulturach oddalonych od naszej &ndash; polskiej, zajrzyjmy r&oacute;wnież do Biblii.  W Księdze Rodzaju (38, 6-30)  znajdujemy historię Tamar &ndash; bezdzietnej wdowy po synu Judy, kt&oacute;ra jak nakazywała tradycja, została po śmierci męża poślubiona jego bratu Onanowi (czyżby od tego imienia sw&oacute;j początek wzięło słowo onanizm?). Onan nie zamarzał wypełnić obowiązku małżeńskiego i został ukarany śmiercią.  Po jego śmierci, Tamar wedle prawa miałaby zostać oddana najmłodszemu synowi Judy. Juda obawiając się o życie swego najmłodszego syna, postanawia nie dopuścić do małżeństwa. Tamar ucieka się więc do podstępu. Zasłaniając swą twarz, by pozostać nierozpoznaną, podstępnie udaje nierządnicę i oddaje się swemu teściowi i szczęśliwie zachodzi w ciążę. Tamar udowadnia, że to Juda jest ojcem dziecka, a  ich syn Fares, będzie przodkiem naszego Zbawiciela. W Biblii Onan został ukarany przez Boga za niedopełnienie obowiązk&oacute;w męża, Tamar natomiast, wedle Boga nie zrobiła nic złego, w tamtych czasach palec boży nie karał nierządnic zbyt srogo.<br />
<br />
Kulty bogini-kochanki  są obecnie w wielu dawnych kulturach. Zbliżenia seksualne mężczyzn ze świętymi kobietami miały na celu odnowienie mocy płodnej wiernych, oraz zwiększenie płodności ziemi i zwierząt domowych. Miały wymiar nie tylko cielesny, ale r&oacute;wnież głęboko duchowy. Zapłata nie była formą rekompensaty strat moralnych, lecz podziękowania i czci, a kobiety parające się tym zawodem otaczano szacunkiem i wielbiono, bo to one dzieliły się z mężczyznami swą mocą płodności i seksualności, dając im w ten spos&oacute;b możliwość bezpośredniego połączenia z b&oacute;stwem.<br />
<br />
Powodem tego, że prostytucja ze sfery sacrum zeszła do sfery profanum, były zyski jakie można było uzyskać z tego tytułu. Ponieważ za każdą formę prostytucji należała się taka lub inna zapłata, a dochody z tego tytuły były znaczne, to władcy państw (np. Babilon) nie pozwalali, by tak obfite źr&oacute;dło dochod&oacute;w wymykało im się spod kontroli i samodzielnie zaczęli tworzyć domy, w kt&oacute;rych uprawiało się prostytucję. R&oacute;żnica była taka, że prostytucja w domach (nazwanych p&oacute;źniej publicznymi), nie była prostytucją uzasadnioną względami duchowymi, moralnymi, religijnymi lecz jedynie finansowymi. Kobieta przestała być boginią seksualności, a stała się bożkiem mamony i w ten spos&oacute;b prostytucja stała się aktem czystej, bezdusznej cielesności, służącej zaspokajaniu tylko zwierzęcych instynkt&oacute;w.<br />
<br />
Kości&oacute;ł dzięki wprowadzeniu bezpośredniego podatku na prostytucją (tę z zakresu profanum) r&oacute;wnież zyskiwał, ale nie zdecydował się nigdy na podniesienie tego obrządku do miana obrządku boskiego.Papież Sykstus IV (1471-1484), znany jest z ufundowania Kaplicy Sykstyńskiej i mecenatu nad artystami.  Cześć środk&oacute;w na ten cel uzyskał dzięki podatkom i budowie na koszt skarbu papieskiego olbrzymiego domu publicznego, kt&oacute;ry następnie wydzierżawił.  Pomysł był strzałem w dziesiątkę ze względu ilość pielgrzym&oacute;w odwiedzających Rzym i korzystających przy okazji z dobrodziejstw dom&oacute;w publicznych. W ten spos&oacute;b prostytucja znowu połączyła swe losy z sacrum, ale już nie jako kult bogini seksu, ale spos&oacute;b pozyskania dochod&oacute;w na budowę świątyń. Wreszcie Kości&oacute;ł sprecyzował swoje stanowisko w sprawie prostytucji i zakazał jej swoim wiernym całkowicie.<br />
<br />
Prostytucja jest dzisiaj rzeczą wstydliwą, grzeszną i wołającą o pomstę do nieba. Czy doszło do tego ze względu na zeświecczenie tego zawodu i zmniejszenie wpływ&oacute;w z  tej profesji płynących do kas duchownych, czy ze względu na to, że prostytucja za pieniądze odcina człowieka od duchowego wymiaru seksualności, tego nie wiem. Wiem tylko, że nie zawsze tak było i być może, nie zawsze będzie.  Z przezorności, więc nie rzucajmy &bdquo;kamieniami&rdquo; w kierunku prostytutki, bo może się okazać, że dla naszych c&oacute;rek, wnuczek bądź prawnuczek będzie to wielki zaszczyt i każda będzie marzyła o byciu kurtyzaną, tak jak teraz małe dziewczynki marzą o tym, by zostać gwiazdami filmowymi lub piosenkarkami.<br />
<br />
Jaszczurka<br /><a href='http://www.polonia360.com/prostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/prostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=Prostytucja.+Od+sacrum+do+profanum.+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fprostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fprostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/prostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/prostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/prostytucja-od-sacrum-do-profanum.aspx</guid>
      <pubDate>Thu, 01 Mar 2012 15:11:00 GMT</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>W co wierzą mrówki?</title>
      <description><![CDATA[<strong>W lesie pod dębem  rozrastało się, od wielu pokoleń mr&oacute;wek, mrowisko. Mieszka tam kilkaset tysięcy owad&oacute;w. Grupa to bardzo dobrze zorganizowana społecznie. Jest kr&oacute;lowa, są robotnice, strażnicy, budowlańcy. Każda ma swoją powinność względem społeczeństwa mr&oacute;wczego do spełnienia.<br />
</strong><br />
<img alt="" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/13/mrowka.jpg" style="width: 540px; height: 285px;" /><br />
<br />
Mr&oacute;wki, poza swoją codzienną pracą, posiadają r&oacute;wnież kulturę. Przekazują sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie, zostaje im ona nie tylko w genach, ale i w małym m&oacute;żdżku. Mr&oacute;wka nie pojmuje wiele, ale każda mr&oacute;wka swoje wie. Wie jak zbudować mrowisko, jak się opiekować jajami, skąd przynosić pożywienie.<br />
<br />
Podbnie jak w każdej społeczności jedna mr&oacute;wka wie jedno,  a inna mr&oacute;wka wie drugie. Każda mr&oacute;wka ma swoje zdanie, bo i dlaczeg&oacute;ż by nie? Przecież, w każdej mr&oacute;wce osobny m&oacute;zg kołacze, gdyby mr&oacute;wkom wystarczył jeden, to i pewnie do jednego byłyby podłączone. Mr&oacute;wki rozmawiają ze sobą, powtarzają  sobie nawzajem  zasłyszane historie z zamierzchłych czas&oacute;w. Tworzą legendy.<br />
<br />
Jedna legenda m&oacute;wi  o  wbiciu kija w mrowisko, ale żadna mr&oacute;wka tego kija nie widziała. Wiadomo tylko, że był Wielki Armagedon. Kij zabił kr&oacute;lową, zburzył mrowisko, a ocalałe mr&oacute;wki tworzyły  potem cały sw&oacute;j świat od początku. Inna legenda głosi, że mrowisko nawiedził wielki człowiek, kt&oacute;ry butami mrowisko skopał i zniszczył. Człowiek ten miał brodę i siwe włosy.  Legendy z innego mrowiska zaś donoszą, że człowiek , kt&oacute;ry tamto mrowisko nawiedził, był łysy i miał duży brzuch.  I w taki spos&oacute;b jedno mrowisko wierzy w człowieka siwogłowego, a drugie w łysego. Czasami dochodziło do b&oacute;jek pomiędzy mrowiskami o to, jak rzeczywiście człowiek wyglądał i pr&oacute;bowały siłą wizję człowieka do głowy sobie nawzajem wbijać.<br />
<br />
Mrowisko znajdowało się w środku lasu, więc dawno żadna ludzka stopa tego miejsca nie nawiedziła. Legenda powtarzana mr&oacute;wkom, z pokolenia na pokolenie, zaczęła blednąć. Pojawiły się mr&oacute;wki, kt&oacute;re zaprzeczały istnieniu człowieka i temu, że jeśli przyjdzie do nich zezłoszczony, to zburzy im mrowisko. Głupie, przesądne mr&oacute;wki, kt&oacute;re przed złym człowiekiem przestrzegają, a do dobrego się modlą. &ndash; m&oacute;wiły niekt&oacute;re - Człowiek nie istnieje! Nasze babcie go nie widziały, nasze mamy i do nas nigdy nie przyszedł .Nie ma co wierzyć starym bajaniom.  Mr&oacute;wki,  kt&oacute;re w legendy wierzyły, budowały kapliczki i ołtarzyki człowiekowi.  Modliły się do niego, by był dla nich opiekunem. Zwracały się do dobrego człowieka, by je chronił, by nie deptał robotnic przynoszących pokarm do mrowiska, by nie sypał trutki w mrowisko dla zabawy.<br />
<br />
Mrowisko istniało już długo, nie wdepnął w nie ani jeleń, ani sarna, ani nawet zając. Mr&oacute;wki rozpoznawały zwierzęta leśne, widziały je co dzień. Mr&oacute;wki  naukowe nawet obliczyły, kiedy kt&oacute;reś ze zwierząt powinno w ich świat w końcu wdepnąć. Ustalały końce swojego świata, a on nie następował.  Dziwiły się mr&oacute;wki zatem, że żaden zając, ani żaden dzik, ani żadne inne leśne stworzenie, nie zburzyło im jeszcze domu.  Żyły mr&oacute;wki, z dnia na dzień, swoimi małymi życiami, ciężko pracowały, a wieczorami kł&oacute;ciły się o to czy człowiek istnieje czy nie istnieje. Niekt&oacute;re mr&oacute;wki nawet śmiały twierdzić, że istnieje wielu ludzi, że istnieją ludzie dobrzy i ludzie źli.<br />
<br />
Jednego dnia świat mr&oacute;wek się zmienił. Nadszedł człowiek z kijem, mr&oacute;wki uciekały tam, gdzie czuły się najbezpieczniej,  do swoich jamek w mrowisku. Ale człowiek był coraz bliżej, głośno coś krzyczał i śmiał się. Mr&oacute;wki bardzo się bały, że ich świat runie w gruzach, bały się, że człowiek zniszczy kijem ich dom. Wiedziały mr&oacute;wki, że po to przyszedł, chciał się zabawić ich kosztem, chciał patrzeć jak uciekają, jak się boją. Śmiał się głośno. To był złowieszczy śmiech.<br />
<br />
W następnej chwili mr&oacute;wki zamarły jeszcze bardziej, zobaczyły drugiego człowieka. Oni istnieją! &ndash; powtarzały, jedna do drugiej, z przerażeniem na ustach - Ludzie istnieją.<br />
<br />
Drugi człowiek był cichy, ostrożnie stąpał, żeby żadnej mr&oacute;wki nie nadepnąć.  Był większy od pierwszego człowieka. Podszedł bliżej, wyrwał  kij mniejszemu, zrugał go niemiłosiernie i zabronił mrowisko kijem burzyć. Mały człowiek m&oacute;wił do większego Ojcze.<br />
<br />
Ojciec popatrzył na biegające w  panice zwierzątka, pokiwał ze zrozumieniem głową, wsp&oacute;łczucie i miłosierdzie wypełniło jego serce.  Znalazł żerdki i naprawił ogrodzenie wok&oacute;ł mrowiska, kt&oacute;re zbił podczas ostatnich odwiedzin, by chroniło mr&oacute;wki przed dzikimi zwierzętami. Teraz będziecie bezpieczne. - powiedział im.<br />
<br />
Mr&oacute;wki nie rozumiały tego co m&oacute;wił, ani dlaczego zbił dla nich ogrodzenie, bo to przecież są tylko głupiutkie mr&oacute;wki. Wiedziały jednak, że czcić tego wielkiego człowieka należy, bo obronił je przez małym.<br />
<br />
Tak wiara mr&oacute;wek w istnienie człowieka się odnowiła.  Przez kilka następnych pokoleń mr&oacute;wek będzie ona zn&oacute;w żywa i mocna,  potem zacznie zanikać, aż do następnego jego przyjścia.<br />
<br />
Jaszczurka<br /><a href='http://www.polonia360.com/w-co-wierza-mrowki.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/w-co-wierza-mrowki.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=W+co+wierz%c4%85+mr%c3%b3wki%3f+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fw-co-wierza-mrowki.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fw-co-wierza-mrowki.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/w-co-wierza-mrowki.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/w-co-wierza-mrowki.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/w-co-wierza-mrowki.aspx</guid>
      <pubDate>Tue, 14 Feb 2012 10:44:00 GMT</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Jak wytresować ucywilizowanego schizofrenika</title>
      <description><![CDATA[<strong> Schizofrenia . Powszechnie uważana jest za chorobę, niepowszechnie za stan normalny cywilizowanych społeczeństw. Schizofrenia rozwija się wraz z wiekiem. Dziecko nie posiada żadnych cech schizofrenicznych. Potrzebne jest zatem ich wykształcenie. Człowieka cywilizowanego uczy się być schizofrenikiem jak najszybciej się tylko da. Schizofrenia potrzebna jest mu, żeby (uwaga &ndash; będzie paradoks!) nie zwariować w cywilizowanym społeczeństwie.<br />
</strong><br />
<img alt="" src="http://www.polonia360.com/Data/Sites/5/userfiles/12/schizophrenia.jpg" style="width: 540px; height: 326px;" /><br />
<br />
Pierwszej lekcji udzielają rodzice, kt&oacute;rzy tłumaczą dziecku jak bardzo tatuś kocha mamusię, a mamusia kocha tatusia, a mamuś i tatuś kochają dzidziuś. Po czym, nad gł&oacute;wką dziecka, świstają gary, noże i talerze, bo tatuś z mamusią zapomnieli o tym, jak się bardzo przed chwilą kochali.<br />
<br />
Gdy mamusia z tatusiem już wypełnią swoją wychowawczą rolę i dziecko idzie do szkoły dostaje się pod opiekuńcze skrzydła nauczycieli. A tam, pani od biologii opowiada dzieciom jak człowiek wywodzi się z małpy. A gdy dzieci krzyczą z ławek, że wcale nie, bo ksiądz tłumaczył inaczej, pani od biologii kwituje sprawę - bzdury. W niedzielę ksiądz z ambony opowiada o tym, jak człowieka stworzył sam Pan B&oacute;g (o małpie nic nie wspominając), a pani od biologii siedzi jak zaczarowana, w pierwszej ławce i z aprobatą przytakuje księdzu. Dziecko już w tym momencie spokojnie może wariować, ale żeby mieć pewność pozytywnego wyniku konieczna jest dalsza edukacja.<br />
<br />
W liceum zaczyna się od zamieszania dzieciom w głowie tytułami. W liceum pani od biologii już nie jest panią nauczycielką lecz nakazuje nazywać siebie panią profesor, podobnie jak  pan od wuefu, czyli profesor od skoku przez kozła. Schizofreniczny postęp jest na tyle duży, że profesura przechodzi u młodzieży bez większego problemu. Już po tygodniu zamiast psze pani, młodzież woła pani profesor.  Temu, że wcale nie trzeba mieć profesury, by się tytułować profesorem, młodzieniec się nie dziwi. Lekcji schizofrenii chętnie udziela każdy, r&oacute;wnież pani od polskiego.  Przepraszam! Pani profesor od języka polskiego. Pani profesor  może przykładowo, odpytując uczni&oacute;w z Kwiatk&oacute;w św. Franciszka, tłumacząc jego wielką moralność ,dobroć i zestaw wszelkich cech pożądanych, skończyć wypowiedź słowami: &bdquo;Żeby być Kimś, trzeba postawić na moralność, dobroć i miłość. Reszta się nie liczy&rdquo;, a na  odchodnym grzmieć jeszcze bardziej przekonującym tonem: &bdquo;Jak się głąby nie zaczniecie uczyć to zostaniecie Nikim, żeby być Kimś trzeba skończyć studia&rdquo;. I tak pani profesor i reszta jaśnie państwa profesorstwa spełnia swoją rolę w przystosowaniu uczni&oacute;w do reali&oacute;w świata cywilizowanego.<br />
<br />
Ostatni etap wtłaczania choroby do m&oacute;zgu jest najburzliwszy. Wiadomo, zainfekowany organizm pr&oacute;buje wytwarzać jakieś przeciwciała i się bronić. Resztkami sił walczy z opanowującą go schizofrenią. R&oacute;żne pokolenia mają r&oacute;żne sposoby na ten ostatni bunt młodzieńczy. Nie ważne czy walka ze schizofrenią objawia się ruchami hippisowskimi, czy koncertem w Jarocinie, czy zwykłą ucieczką ze skażonego domu, zawsze jest bolesna i głośna. Zatem nic dziwnego, że społeczeństwo i rodzina z ulgą przyjmuje koniec burzliwego okresu dojrzewania, w kt&oacute;rych ostatnie zdrowe odruchy zanikają i powstaje gotowa do życia w społeczeństwie jednostka &ndash; cywilizowany schizofrenik. Dodajmy na pocieszenie, że zanikanie sił obronnych organizmu ma dość ładną nazwę &ndash; dorastanie. Gotowy schizofrenik jest przyjmowany w grono dorosłych, dostaje społeczne przyzwolenie do rozmnażania i wychowywania następnych pokoleń.<br />
<br />
I tak, w pełni ukształtowany schizofrenik potrafi:<br />
<br />
<ul>
    <li>rozprawiać o swojej uczciwości i dawać łap&oacute;wki;</li>
    <li>wysyłać datki na uciemiężone afrykańskie dzieci i wpadać w szał gdy własne dziecko zobaczy w towarzystwie obdartusa z sąsiedztwa;</li>
    <li>ubierać się w najdroższe garnitury i złorzeczyć na sąsiada, że kupił nowy samoch&oacute;d;</li>
    <li>walczyć o życie mordowanych słoni afrykańskich i chodzić w butach z krokodyla, podstawiając je każdemu pod nos, by m&oacute;gł powąchać jak krokodyla sk&oacute;rka ładnie pachnie;</li>
    <li>kochać pieski i przeganiać bezdomnych spod śmietnika;</li>
    <li>oraz zamawiać dietetyczną colę do pizzy; kupować żonie kwiaty wracając od kochanki;  pamiętać o urodzinach znienawidzonych sąsiad&oacute;w; czy zakapować wsp&oacute;łpracownika i płakać razem z nim, gdy pakuje swoje rzeczy z biurka obok.</li>
    <li></li>
</ul>
<br />
&nbsp;Przykład&oacute;w jest tak wiele, że nie spos&oacute;b ich wymienić. Schizofrenia to choroba w praktyce nieuleczalna. Schizofrenik nie zdaje sobie sprawy, że nim jest. On żyje wśr&oacute;d jemu podobnych schizofrenik&oacute;w. Gdyby  jednak komuś z dorosłych przyszło do głowy wyzdrowieć, skończyłby w wariatkowie. Nikt nie chce być wariatem. Wiadomo. Być wariatem to wstyd.<br />
<br />
Jaszczurka<br /><a href='http://www.polonia360.com/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx'>Admin</a>&nbsp;&nbsp;<a href='http://www.polonia360.com/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx'>...</a><a class='tweetthislink' title='Tweet This' href='http://twitter.com/home?status=Jak+wytresowa%c4%87+ucywilizowanego+schizofrenika+http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fjak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx'><img src='http://www.polonia360.com/Data/SiteImages/tweetthis3.png' alt='Tweet This' /></a><div class='fblikebutton'><iframe src='http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3a%2f%2fwww.polonia360.com%2fjak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx&amp;layout=standard&amp;show_faces=false&amp;width=450&amp;height=35&amp;action=like&amp;colorscheme=light' scrolling='no' frameborder='0' allowTransparency='true' style='border:none; overflow:hidden;width:450px; height:35px;'></iframe></div>]]></description>
      <link>http://www.polonia360.com/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx</link>
      <comments>http://www.polonia360.com/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx</comments>
      <guid isPermaLink="true">http://www.polonia360.com/jak-wytresowac-ucywilizowanego-schizofrenika.aspx</guid>
      <pubDate>Sat, 07 Jan 2012 16:32:00 GMT</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>